Wywiad z Anną Żywot, kosmetolog i dyrektor zarządzającą Kliniki Anclara Health & Aesthetics w Warszawie
Wiosna i lato to czas, w którym kalendarze wypełniają się weselami, komuniami, chrzcinami, rodzinnymi spotkaniami i firmowymi imprezami plenerowymi. To okresy, w których każdy z nas – niezależnie od płci – chce się dobrze zaprezentować, dobrze wyglądać na zdjęciach i po prostu dobrze czuć we własnej skórze.
O ile jednak dla kobiet regularna wizyta u kosmetologa jest już naturalną częścią przygotowań, tak wielu polskich mężczyzn wciąż traktuje gabinet kosmetologiczny jak „terytorium wroga” – miejsce zarezerwowane dla ich partnerek. Tymczasem branża beauty od kilku lat dynamicznie się zmienia i coraz więcej klinik – w tym Klinika Anclara Health & Aesthetics w Warszawie – projektuje pełnoprawną, poważną ofertę dla panów.
Czy polski mężczyzna faktycznie znalazł już dla siebie miejsce w gabinecie kosmetologicznym? Po jakie zabiegi sięga najczęściej? Czego wciąż się boi? I dlaczego dbanie o skórę nie ma żadnego związku z „mniejszą męskością”?
Rozmawiamy z Anną Żywot, kosmetolog i dyrektor zarządzającą Kliniki Anclara Health & Aesthetics w Warszawie.
„Kosmetologia dla mężczyzn nigdy nie była u nas tabu”
Jak często słyszy Pani rozmowy mężczyzn o pielęgnacji, cerze czy dbaniu o zdrowie skóry? Czy to wciąż temat tabu?
Anna Żywot: Dla mnie i całego zespołu Kliniki Anclara kosmetologia dla mężczyzn nigdy nie była tematem tabu – nasi pacjenci to zarówno kobiety, jak i mężczyźni, i tak było od pierwszego dnia działalności kliniki. Tabu istnieje głównie po drugiej stronie – w głowach samych panów.
Wciąż spotykam pacjentów, którzy przychodzą do nas „za żoną, tylko na chwilę”, żeby po dwóch–trzech miesiącach umówić się już samodzielnie, na własny zabieg. Wielu mężczyzn nadal wstydzi się przyznać, że regularnie stosuje kremy albo korzysta z profesjonalnych zabiegów. To wciąż pokutujący stereotyp, że dbanie o skórę i wygląd „nie pasuje” do mężczyzny. Szkodzi on nie tylko wizerunkowo, ale też realnie – skazuje panów na zaniedbania, których konsekwencje widać potem na skórze i we włosach po pięćdziesiątce.
Ale przecież powszechne jest przekonanie, że mężczyźni nie muszą tak bardzo dbać o cerę jak kobiety – bo „męska skóra jest po prostu inna”.
A.Ż.: Ta „inność” męskiej skóry jest często wykorzystywana jako wygodna wymówka, a tymczasem jest wręcz odwrotnie – z medycznego punktu widzenia męska skóra wymaga jeszcze bardziej regularnej pielęgnacji niż kobieca. Jest grubsza (średnio o 20–25%), pokryta gęstszym owłosieniem i zawiera znacznie więcej gruczołów łojowych, które produkują sebum przez większą część życia. To ma trzy praktyczne konsekwencje:
- Cera męska ma większą tendencję do przetłuszczania się, powstawania zaskórników i stanów zapalnych.
- Rutynowe golenie to codzienna, wielokrotna mikrotrauma naskórka – każde ostrze usuwa nie tylko zarost, ale też fragment warstwy rogowej. Skóra po goleniu jest bardziej wrażliwa, podatna na podrażnienia i wrastające włosy.
- Utrata jędrności następuje później, ale bardziej gwałtownie. Męska skóra dłużej wygląda młodo dzięki większej gęstości kolagenu, ale kiedy proces starzenia się zaczyna, przebiega szybciej i głębiej – zwłaszcza w okolicy oczu i owalu twarzy.
Dlatego regularne oczyszczanie, nawilżanie i ochrona przeciwsłoneczna są u mężczyzn nie mniej, a często bardziej istotne niż u kobiet. Kosmetyk to nie „kobiecy gadżet”. To narzędzie zdrowia skóry – tak samo jak szczoteczka soniczna czy nić dentystyczna.
Po jakie zabiegi sięgają dziś panowie?
Który zabieg jest w Anclarze „pierwszym krokiem” polskiego mężczyzny w kosmetologii?
A.Ż.: Zdecydowanie profesjonalne oczyszczanie twarzy – u nas najczęściej łączone z peelingiem chemicznym (np. na bazie kwasu migdałowego lub azelainowego) i kończone głęboko nawilżającą maską. To zabieg, który daje szybki, spektakularny i absolutnie „męski” efekt – skóra jest gładka, matowa, cera wyrównana, bez zaskórników i drobnych stanów zapalnych. Widać go od razu, w lustrze, tego samego dnia. A dla mężczyzny, który dopiero zaczyna przygodę z kosmetologią, widoczny efekt „na wczoraj” jest kluczowy.
W następnej kolejności najczęściej pojawiają się:
- Depilacja laserowa – szczególnie klatki piersiowej, pleców, karku, brody (kontury) i okolic intymnych. To zabieg, po którym pacjent zwykle wraca po pełne serie.
- Zabiegi na łojotok i trądzik dorosłych – kwasy, oczyszczanie wodorowe, mezoterapia mikroigłowa.
- Zabiegi na zmarszczki mimiczne i „lwią zmarszczkę” – toksyna botulinowa w dawkach dobranych do męskiej mimiki (męski botoks, o którym coraz częściej mówi się „Brotox”).
- Modelowanie owalu twarzy – kwas hialuronowy w okolicy żuchwy i brody, aby wzmocnić „męską” linię twarzy, a nie ją zmiękczyć.
- Redukcja tkanki tłuszczowej i modelowanie sylwetki – kriolipoliza, lipoliza iniekcyjna, urządzenia HIFU i EMS. Panowie doskonale reagują na te terapie, zwłaszcza w okolicy brzucha, boczków i tzw. „opon”.
- Trichologia i mezoterapia skóry głowy – u pacjentów, którzy zauważają wypadanie włosów lub cofanie się linii owłosienia.
Jeżeli mówimy o tym, czego panowie stronią – to zwykle zabiegi wymagające wielogodzinnej rekonwalescencji społecznej (widoczne zaczerwienienie, mocny obrzęk) lub takie, które kojarzą im się z „zabiegami typowo kobiecymi”, np. malowanie hybrydowe czy przedłużanie rzęs. To się zmienia, ale wolniej.
Męski „skincare” – dlaczego panowie chcą „jednego kremu do wszystkiego”
Jak wygląda pielęgnacja domowa u przeciętnego polskiego pacjenta?
A.Ż.: Powiem szczerze – minimalistycznie, a często wręcz zbyt minimalistycznie. Statystycznie mężczyzna, który zaczyna dbać o twarz, szuka jednego lub maksymalnie dwóch produktów, które „załatwią wszystko”. Wielofunkcyjne żele do mycia twarzy i ciała, kremy „3 w 1” (nawilżenie + antyage + SPF), czasem jeden serum-shot.
Rozumiem tę logikę. Mężczyźni cenią efektywność i nie chcą spędzać przed lustrem 20 minut porannie i wieczornie. Naszym zadaniem – kosmetologów – nie jest zmuszać pacjenta do 10-etapowej rutyny koreańskiej, tylko dobrać mu 2–3 świadome produkty, które faktycznie zrobią różnicę:
- Delikatny żel oczyszczający – bez SLS, dostosowany do skóry łojotokowej lub wrażliwej po goleniu.
- Nawilżający krem z niacynamidem lub kwasem hialuronowym – lekki, szybko wchłaniający się, matujący.
- Fotoprotekcja SPF 30–50 – rano, przez cały rok, także zimą i w pochmurne dni.
Dla pacjentów bardziej zaawansowanych dokładamy retinoid wieczorem (2–3 razy w tygodniu) oraz witaminę C rano. To wszystko – trzy do pięciu produktów. Reszta to zabiegi w gabinecie, robione co 4–8 tygodni. Takie podejście jest realistyczne i skuteczne – i o wiele lepsze niż „jeden krem cudotwórca” z reklamy.
Statystyki, które mogą zaskoczyć – co mówią badania?
Czy są konkretne dane pokazujące, że mężczyźni faktycznie zaczynają korzystać z kosmetologii częściej?
A.Ż.: Tak, i to całkiem twarde. Kilka liczb wartych zapamiętania:
- W międzynarodowym badaniu opublikowanym w Acta Dermato-Venereologica (2024), w którym przebadano 5138 mężczyzn z USA, Francji, Brazylii i Indii, aż połowa panów zgłaszała, że stan ich skóry ma bezpośredni wpływ na ich pewność siebie – zarówno prywatną, jak i zawodową (Acta Dermato-Venereologica).
- Wg raportu Nivea Men „State of the Nation” (2023) – 56% mężczyzn deklaruje posiadanie stałej rutyny pielęgnacyjnej, a 55% przyznaje, że pielęgnacja poprawia ich pewność siebie (Verge Magazine).
- Wg badania Ipsos (2022) – aż 57% amerykańskich mężczyzn w wieku 18–34 lat uważa pielęgnację twarzy za ważną, a 56% stosuje ją codziennie (Calecim Professional).
- W badaniu „Skincare, Selfies, Self-esteem and Masculinity” (Byrne & Milestone, opublikowanym w Journal of Consumer Culture, 2023) autorki wykazały, że mężczyźni wciąż traktują pielęgnację jako „konsumpcję niewidzialną” – kupują i stosują kosmetyki, ale niechętnie o tym rozmawiają (Sage Journals).
- Wg polskiego raportu Nutridome (2020) – niemal co drugi Polak deklaruje używanie kremu do twarzy, a co trzeci – peelingu (Nutridome).
To są dane, które pokazują wyraźnie: mężczyźni już dbają o skórę. Po prostu robią to po cichu. Naszą rolą jest oswoić ten temat i pokazać, że kosmetolog to nie „kobiecy sekret”, tylko normalny specjalista od zdrowia skóry – tak jak stomatolog czy fizjoterapeuta.
Zmiana pokoleniowa – Warszawa jako awangarda
Czy widzi Pani różnice między pokoleniami polskich mężczyzn?
A.Ż.: Ogromne. To jest chyba najbardziej fascynująca obserwacja ostatnich kilku lat.
- Pokolenie 20+ i 30+ – dla nich pielęgnacja i kosmetologia to oczywistość. Wychowywali się na Instagramie, YouTubie i TikToku, gdzie normą jest, że mężczyzna pokazuje swoją rutynę pielęgnacyjną. Wchodzą do gabinetu bez oporów, często z gotową listą zabiegów i konkretnymi pytaniami o składy, protokoły i badania kliniczne.
- Pokolenie 40+ i 50+ – to grupa, w której obserwujemy największą, jakościową zmianę. Coraz więcej menedżerów, prawników, przedsiębiorców i lekarzy traktuje regularne wizyty u kosmetologa i medycyny estetycznej jak element inwestycji w siebie – równie oczywisty jak trener personalny, dietetyk czy psychoterapeuta. Bardzo wielu z nich to nasi pacjenci od lat.
- Pokolenie 60+ – tu wciąż widać najwięcej rezerwy, ale i ta grupa się zmienia. Panowie po sześćdziesiątce coraz częściej korzystają z zabiegów rewitalizujących, laseroterapii na zmiany naczyniowe oraz rewitalizacji spojrzenia.
Warszawa jest w tej zmianie awangardą – widzimy to codziennie. Duże miasto, kultura biznesowa, wysokie wymagania zawodowe i społeczne, a do tego świadomość, że wygląd realnie wpływa na relacje i karierę, sprawiają, że stołeczni mężczyźni sięgają po kosmetologię wcześniej i intensywniej niż średnia krajowa.
„Męska, twarda logika” a dbanie o siebie
Czy nie jest paradoksem, że tzw. „męska, twarda logika” bywa akurat największą przeszkodą w dbaniu o siebie?
A.Ż.: Jest, i to bardzo dobrze zauważone. Wielu moich pacjentów ma znakomicie rozwinięte myślenie inwestycyjne w każdej innej dziedzinie – tankują pełnowartościowe paliwo do samochodu, wybierają dobrej klasy zegarki, płacą trenerowi personalnemu, kupują profesjonalny sprzęt do sportu. A jednocześnie oszczędzają na własnej skórze, twierdząc, że to „przesada”.
Najprostszy sposób, żeby ich do siebie przekonać, to porównać kosmetologię do innych działań, które już akceptują w imię lepszego wyglądu i zdrowia:
- Siłownia – regularnie, mimo że efekty widać po tygodniach.
- Dieta – dobrowolne wyrzeczenia dla lepszego samopoczucia i sylwetki.
- Fryzjer barber – co 3–4 tygodnie, żeby wyglądać zadbanie.
- Stomatolog i higienizacja – dwa razy do roku, żeby uśmiech był w porządku.
W tej logice regularna pielęgnacja skóry i zabiegi kosmetologiczne są kolejnym, absolutnie racjonalnym elementem. Skóra to największy organ ciała, jedyny, który widzi każdy, z kim rozmawiasz. Zaniedbywanie jej to – jeśli mówimy „twardą, męską logiką” – po prostu słaba strategia.
Anclara – klinika, w której panowie czują się swobodnie
Co Anclara robi konkretnie, żeby polski mężczyzna czuł się w gabinecie kosmetologicznym u siebie?
A.Ż.: Kilka rzeczy, które są dla nas ważne:
- Neutralna, elegancka przestrzeń – klinika Anclara nie wygląda jak „różowy salon” z reklam. Wnętrza są ciemne, drewniane, przypominają dobrą kancelarię prawną albo klub biznesowy. Wielu pacjentów podkreśla, że czują się tu jak w miejscu dla dorosłych, a nie w spa.
- Dyskrecja – oddzielne wejście, prywatne gabinety, brak „open space”. Nikt nikogo nie widzi w poczekalni z maską na twarzy.
- Kompetentny, mieszany zespół – kosmetolodzy, dermatolodzy i lekarze medycyny estetycznej pracują razem. Panowie mogą przyjść do kobiety-kosmetolog lub do mężczyzny-lekarza, w zależności od preferencji.
- Męska ścieżka pacjenta – prowadzimy dedykowane karty pacjenta i protokoły zabiegowe dobrane do specyfiki męskiej skóry. To nie są „damskie” zabiegi „przełożone” na mężczyzn – to osobno przemyślane protokoły.
- Konkretna, merytoryczna rozmowa – żadnych „słodkich obietnic”. Mówimy pacjentowi jasno: co można osiągnąć, w jakim czasie, jakim kosztem, i czego się realnie spodziewać.
- Elastyczne godziny – klinika pracuje również w godzinach popołudniowych i sobotę, żeby dopasować się do pracujących zawodowo pacjentów.
Najczęściej zadawane pytania – FAQ
Czy zabiegi kosmetologiczne dla mężczyzn są droższe niż dla kobiet?
Nie – w Klinice Anclara ceny są jednolite dla obu płci. Cena zależy wyłącznie od zabiegu i użytych preparatów, a nie od płci pacjenta.
Czy mężczyzna może korzystać z tych samych zabiegów co kobieta?
Zasadniczo tak, choć wiele protokołów jest dostosowywanych indywidualnie – zwłaszcza dawki toksyny botulinowej, technika podawania kwasu hialuronowego, parametry lasera. Męska skóra ma inną gęstość i inaczej reaguje na niektóre bodźce, dlatego doświadczenie kosmetologa jest tu kluczowe.
Ile powinien kosztować pierwszy zabieg w gabinecie?
Rozsądny start to profesjonalne oczyszczanie z peelingiem chemicznym – w warszawskich klinikach to koszt zwykle 250–500 zł. To niska bariera wejścia i idealny „test” dla mężczyzny, który zaczyna przygodę z kosmetologią.
Czy botoks u mężczyzny widać? Boję się, że będę wyglądał „sztucznie”.
Prawidłowo zaaplikowana toksyna botulinowa u mężczyzny jest praktycznie niewidoczna – wygładza mimiczne zmarszczki, ale zachowuje pełną, naturalną ekspresję twarzy. Warunkiem jest doświadczony lekarz i konserwatywne dawki. Efekt „woskowej maski” to niemal zawsze skutek zbyt agresywnego zabiegu, a nie samej toksyny.
Depilacja laserowa u mężczyzny – czy to bezpieczne dla klatki piersiowej i pleców?
Tak, jest to jedna z najczęstszych procedur wykonywanych u panów. Efekty są długotrwałe, a nowoczesne lasery (diodowe, aleksandrytowe, ND:YAG) są bezpieczne również dla ciemniejszych fototypów. Pełny efekt osiąga się zwykle po 6–8 seriach co 4–8 tygodni.
Czy jeden „krem-cudo” wystarczy?
Nie. Nawet najlepszy krem nie zastąpi oczyszczania, fotoprotekcji i regularnych zabiegów w gabinecie. Realistyczna, minimalna rutyna to: żel do mycia, krem nawilżający, filtr SPF – plus zabiegi kosmetologiczne co 4–8 tygodni.
Kiedy panowie powinni zacząć myśleć o kosmetologii?
Optymalnie już w wieku 25–30 lat – nie po to, żeby „odmładzać”, tylko żeby zapobiegać. Skóra po trzydziestce zaczyna wolniej produkować kolagen, a codzienne golenie, słońce, alkohol i stres robią swoje. Wcześniej rozpoczęta profilaktyka to zawsze mniej pracy naprawczej po pięćdziesiątce.
Czy panowie akceptują zabiegi tylko „na już”, przed konkretnym wydarzeniem?
Coraz mniej. Rośnie grupa pacjentów, którzy przychodzą regularnie, w cyklu co 6–12 tygodni, tak jak do fryzjera. To duża, jakościowa zmiana ostatnich 3–4 lat.
Podsumowanie – nowa rzeczywistość męskiej kosmetologii
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule brzmi więc: tak, polski mężczyzna znalazł już swoje miejsce w gabinecie kosmetologicznym – ale nie wszyscy jeszcze o tym wiedzą. To zmiana pokoleniowa, kulturowa i mentalna, która dzieje się na naszych oczach.
Rolą profesjonalnej kliniki – takiej jak Anclara Health & Aesthetics w Warszawie – jest przyspieszać tę zmianę. Tworzyć przestrzeń, w której mężczyzna nie musi się tłumaczyć z tego, że chce dobrze wyglądać i dobrze się czuć. Uczyć realistycznej, minimalnej, ale skutecznej rutyny. Pokazywać, że kosmetologia to inwestycja w zdrowie i pewność siebie, a nie „zniewieściałość”.
Dbanie o siebie nie ma płci. Ma za to długoterminowe konsekwencje – dobre albo złe. Wybór należy do każdego z nas.

